Jakiż
to mamy paradoks w dzisiejszych czasach, by „Pan VAT ośmioprocentowy” musiał
walczyć z restauracją, która serwuje posiłki na wynos. Dodajmy na wstępie, że
„Pan VAT-ośmioprocentowy” ma tutaj zdecydowaną przewagę.
Restauracje,
choć serwują nam przepyszne dania na wynos, nie mogą się pozbyć „Pana VAT
ośmioprocentowego”, mimo iż wezwali na pomoc „Pana VAT pięcioprocentowego”.
Ach,
cały paradoks w tej bitwie polega na tym, że…, no właśnie nie uwierzycie, na „jedzeniu”,
a dokładnie na posiłkach, które serwują nam restauracje na wynos. Wszyscy wiemy
lub mamy taką nadzieję, że kiedy zamawiamy posiłki z dowózką do domu, to nasz
posiłek jest przygotowywany na bieżąco przez wybitnego kucharza, który z
najwyższą dokładnością i percepcją przygotowywuje nam przepyszne danie ze świeżych
warzyw, owoców, a także ze świeżo ubitego mięska.
Mhmm,
już zamawiając przez telefon czujemy wspaniały aromat zamawianej potrawy. Czekamy tak z burczącym brzuchem
około 30 min. Po czym rozlega się dzwonek do drzwi, a tam stoi Pan z naszym
wymarzonym daniem. Ale najpierw zapłata, więc szukamy portfela, a w brzuchu nas
coraz mocniej ściska… . O jest! Super! Teraz rozrywamy opakowanie i …..
zatapiamy się w naszych zamówionych potrawach. Ale pycha!!!
No
właśnie, my tu mamy przyjemność z konsumowania, a restauracje płaczą, bo
większość zysku muszą oddać „Panu VAT ośmioprocentowemu”. A gdzie jest ich
sprzymierzeniec „Pan VAT pięcioprocentowy”? A no poszedł sobie.
Popatrzył,
jak właściciele restauracji załamują ręce, pokręcił głową i tak im rzekł: Cóż,
zdziałać tutaj to ja nic nie mogę. Jak dla mnie to źle serwujecie potrawy na
wynos, bo są pachnące, cieplutkie, które w mig można skonsumować. Ble! Ja wolę,
jak potrawa jest zimna a najlepiej zamrożona, zapakowana i zaetykietowana.
Mniam!! A jej termin ważności jest ho ho, bardzo długi. No więc, nic tutaj wam
nie pomogę”. Odwrócił się na pięcie i wyszedł.
Został
tylko „Pan VAT ośmioprocentowy”, który jak my uwielbia wręcz dania na wynos,
które wspaniale pachną, są cieplutkie i można je od razu po dostarczeniu przez
uprzejmego Pan skonsumować. Niestety, upodobań kulinarnych „Pana VAT
ośmioprocentowego” właściciele restauracji nie mogą zmienić. Zadomowił się on w
ich restauracjach na długo, aż jego „szef”, tzn. nasz rząd, nie odwoła go. A
znając swoich szefów, wiemy, że od sakiewki się nie odejmuje, tylko dodaje!
Cóż….,
możemy współczuć restauracjom, chociaż może jest ratunek? A gdyby tak nasze
ulubione restauracje dostarczały nam do domu zimne posiłki, tak zmrożone, że
można by ubić nimi kotlety schabowe, o zapachu lodówki, zapakowane tak, że hej,
ale z piękną etykietką i napisem, że data spożycia jest bardzo długa, życzymy
przyjemnego przygotowania posiłku!!!. Straszne co? Kiszki nam tu marsza grają,
a my musimy tutaj gotować, a to się nam przypiecze, a to nie dopiecze…, lepiej
już pójść do restauracji i tam zjeść na miejscu, w pięknym lokalu, w którym
unoszą się kuszące aromaty przygotowywanych potraw przez wspaniałego szefa
kuchni, które są cieplutkie, pięknie podane i … .
Żeby
było jasne, my jesteśmy za restauracjami, łączymy się w duchu z ich bólem, ale
skrzywdzić się nie damy, tzn. naszych brzuchów!
Mamy
tutaj oczywiście skrytą nadzieję, że jak wygrają wreszcie w tej bitwie restauracje,
to i my dostaniemy niższy rachunek za naszą cieplutką potrawę na wynos, więc
tak pocichu im szczerze kibicujemy, bez większych rozrób i wychodzenia na ulicę,
zatem: „polskie restauracje do boju!”