czwartek, 14 czerwca 2012

„Pan Vat ośmioprocentowy” kontra restauracje!


Jakiż to mamy paradoks w dzisiejszych czasach, by „Pan VAT ośmioprocentowy” musiał walczyć z restauracją, która serwuje posiłki na wynos. Dodajmy na wstępie, że „Pan VAT-ośmioprocentowy” ma tutaj zdecydowaną przewagę.

Restauracje, choć serwują nam przepyszne dania na wynos, nie mogą się pozbyć „Pana VAT ośmioprocentowego”, mimo iż wezwali na pomoc „Pana VAT pięcioprocentowego”.
Ach, cały paradoks w tej bitwie polega na tym, że…, no właśnie nie uwierzycie, na „jedzeniu”, a dokładnie na posiłkach, które serwują nam restauracje na wynos. Wszyscy wiemy lub mamy taką nadzieję, że kiedy zamawiamy posiłki z dowózką do domu, to nasz posiłek jest przygotowywany na bieżąco przez wybitnego kucharza, który z najwyższą dokładnością i percepcją przygotowywuje nam przepyszne danie ze świeżych warzyw, owoców, a także ze świeżo ubitego mięska. 

Mhmm, już zamawiając przez telefon czujemy wspaniały aromat zamawianej  potrawy. Czekamy tak z burczącym brzuchem około 30 min. Po czym rozlega się dzwonek do drzwi, a tam stoi Pan z naszym wymarzonym daniem. Ale najpierw zapłata, więc szukamy portfela, a w brzuchu nas coraz mocniej ściska… . O jest! Super! Teraz rozrywamy opakowanie i ….. zatapiamy się w naszych zamówionych potrawach. Ale pycha!!!

No właśnie, my tu mamy przyjemność z konsumowania, a restauracje płaczą, bo większość zysku muszą oddać „Panu VAT ośmioprocentowemu”. A gdzie jest ich sprzymierzeniec „Pan VAT pięcioprocentowy”? A no poszedł sobie.

Popatrzył, jak właściciele restauracji załamują ręce, pokręcił głową i tak im rzekł: Cóż, zdziałać tutaj to ja nic nie mogę. Jak dla mnie to źle serwujecie potrawy na wynos, bo są pachnące, cieplutkie, które w mig można skonsumować. Ble! Ja wolę, jak potrawa jest zimna a najlepiej zamrożona, zapakowana i zaetykietowana. Mniam!! A jej termin ważności jest ho ho, bardzo długi. No więc, nic tutaj wam nie pomogę”. Odwrócił się na pięcie i wyszedł.
Został tylko „Pan VAT ośmioprocentowy”, który jak my uwielbia wręcz dania na wynos, które wspaniale pachną, są cieplutkie i można je od razu po dostarczeniu przez uprzejmego Pan skonsumować. Niestety, upodobań kulinarnych „Pana VAT ośmioprocentowego” właściciele restauracji nie mogą zmienić. Zadomowił się on w ich restauracjach na długo, aż jego „szef”, tzn. nasz rząd, nie odwoła go. A znając swoich szefów, wiemy, że od sakiewki się nie odejmuje, tylko dodaje!

Cóż…., możemy współczuć restauracjom, chociaż może jest ratunek? A gdyby tak nasze ulubione restauracje dostarczały nam do domu zimne posiłki, tak zmrożone, że można by ubić nimi kotlety schabowe, o zapachu lodówki, zapakowane tak, że hej, ale z piękną etykietką i napisem, że data spożycia jest bardzo długa, życzymy przyjemnego przygotowania posiłku!!!. Straszne co? Kiszki nam tu marsza grają, a my musimy tutaj gotować, a to się nam przypiecze, a to nie dopiecze…, lepiej już pójść do restauracji i tam zjeść na miejscu, w pięknym lokalu, w którym unoszą się kuszące aromaty przygotowywanych potraw przez wspaniałego szefa kuchni, które są cieplutkie, pięknie podane i … . 

Żeby było jasne, my jesteśmy za restauracjami, łączymy się w duchu z ich bólem, ale skrzywdzić się nie damy, tzn. naszych brzuchów!
Mamy tutaj oczywiście skrytą nadzieję, że jak wygrają wreszcie w tej bitwie restauracje, to i my dostaniemy niższy rachunek za naszą cieplutką potrawę na wynos, więc tak pocichu im szczerze kibicujemy, bez większych rozrób i wychodzenia na ulicę, zatem: „polskie restauracje do boju!”

1 komentarz:

  1. Każdy walczy jak może, szkoda tylko, że prawo podatkowe zamiast być prostsze, to je utrudniają wrzucając więcej opłat.

    OdpowiedzUsuń